lunes, 31 de enero de 2011

(mal)kontent

A ponarzekałem sobie będąc w Polsce na tą Hiszpanię. Zwerbalizowałem i uzewnętrzniłem wszystkie moje "ale" odnośnież Półwyspu Iberyjskiego, a w szczególności jego mieszkańców. I mi ulżyło trochę. Bo aktualnie, po powrocie i po oficjalnym rozpoczęciu sesji, jakoś tak dobrze się czuję! Fakt faktem, że od powrotu, czyli od wczoraj, tylko jadłem, spałem i pisałem egzamin, ale nie bądźmy drobiazgowi. Zasadniczo wróciłem z naładowanymi bateriami i z głową pełną rewolucyjnych pomysłów na moje dalsze, szczęśliw(sz)e życie! Dzisiaj potworzyłem trochę teorii lingwistycznych na egzaminie, a jutro będę się starał dowiedzieć, dlaczego Uniwersytet twierdzi, że nie zapłaciłem czegoś, co wyjątkowo zapłaciłem. Ot, życie.

A tak poza tym, miło wrócić chociaż na chwilę do własnego kraju. Ucieszyć się, widząc te same twarze (rodziny i przyjaciół) i przestraszyć się, widząc te same twarze (ludzi na ulicach). Przyznać samemu przed sobą, że jest się stamtąd. I starać się być z tego dumnym, pokazując zagranicznym znajomym interesujące punkty na mapie Warszawy, i starać się tego nie wstydzić, mijając zgromadzonych pod pałacem prezydenckim ludzi z krzyżem. Ponoć uważa się Polaków za dwubiegunowy i lekko schizofreniczny naród. Coś w tym jest, biorąc pod uwagę choćby tenże akapit.


No hay comentarios:

Publicar un comentario