viernes, 29 de octubre de 2010

Życie nowelą...

W Hiszpanii, a przynajmniej w Granadzie, wyjście z domu z zamiarem załatwienia czegoś, normalnie kończy się powrotem na tarczy. Jeśli nawet znajdzie się w końcu odpowiedni urząd, po uprzednim zwiedzeniu dwudziestu innych i odstaniu przynajmniej godziny w różnych kolejkach, okaże się, że akurat to, co chciało się załatwić, można załatwić jedynie do 10, a ponieważ jest już po 13, człowiek zaklnie sobie po hiszpańsku, albo i po polsku, pod nosem, a następnie będzie się starać dotrzeć do domu. Rzecz, wydawałoby się, banalna, a jednak nastręcza sporych trudności jeśli weźmiemy pod uwagę nieustanne strajki autobusów. Koniec końców, wraca człowiek (znaczy ja) do domu na piechotę, skutecznie uprzedzając się jednocześnie do związków zawodowych.

Wyjście z domu w celach czysto turystyczno-społecznych może z kolei zakończyć się na policji i na izbie przyjęć, dresy nie są bowiem jedynie i ekskluzywnie polskim towarem i chociaż tutaj zowią się canis, to nomenklatura niewiele tu zmienia. W każdym razie, trzeba mieć szczęście ponoć, żeby od nich dostać.
Ja miałem to szczęście!



lunes, 18 de octubre de 2010

Pierwsza pralka, pierwsza szarlotka

Poprzedni tydzień zaowocował dwoma przełomowymi wydarzeniami w moim życiu: całkiem sam puściłem pralkę i całkiem sam zrobiłem szarlotkę. Jako ciekawostkę dodam, że mniej skomplikowane wydało mi się to drugie...
Jak ładnie wyszła, czyż nie? :D

Jery, wokalizacja tychże, palatalizacja, te i wszystkie inne zjawiska fonetyczne są tym co aktualnie zgłębiam w ramach zajęć ze starosłowiańskiego. Rewolucja przemysłowa XIX wieku jeśli chodzi o historię, renesans włoski na historii sztuki, numery porządkowe na angielskim, oraz różne poziomy abstrakcji przy rozważaniach lingwistycznych. Gdyby ktoś miał jeszcze wątpliwości, tak, jestem na literaturoznawstwie ; )


domingo, 10 de octubre de 2010

Ciekawostki, paradoksy, kokaina, czyli w oparach hiszpańskiego absurdu.


Żeby założyć konto w hiszpańskim banku potrzebujemy numeru NIE. Numer NIE - numer wydawany obcokrajowcom w Hiszpanii, dokumenty potrzebne do wydania tegoż to kopia paszportu, wypełniony formularz i... numer konta bankowego w Hiszpanii.

Dla Rosjanina imię "Jacek" wcale nie jest tak łatwe do wypowiedzenia. Dla odmiany dla Włocha nie stanowi ono większego problemu. Próby Hiszpanów, kończące się czasem dość zaskakującymi rezultatami takimi jak Yo-yo, względnie Joseph, pominę tu milczeniem.
Rozpoczęcie roku akademickiego, dowiadujemy się, że od nas, jako od studentów czegoś, co niezbyt dumnie nazywa się Grado, nie wymaga się od nas właściwie żadnej wiedzy. Pierwsza lekcja historii, Rewolucja Francuska, tysiąc nazwisk historyków i ich opinie na temat rewolucji. Przebieg tejże, oraz wszystko istotne co z nią związane, skwitowane słowami "No, ale ponieważ to już państwo wiedzą, teraz przejdziemy dalej...".

Część Hiszpanów była zdziwiona, że w Polsce nie używamy cyrylicy, część uważa, że nie mamy lata, znakomita większość nie uznaje istnienia naszych wschodnich sąsiadów ani też naszego wybrzeża.
Jadąc do znajomych poznanych na muzycznym festiwalu w zeszłym roku, można z niemałym zdziwieniem odkryć, że są oni dilerami i sprzedają kokę u siebie na dzielnicy.

Ciekawym fenomenem społecznym jest również niezwykła waga, jaką przywiązuje się tu do dość pustych i sztucznych formułek grzecznościowych. Nie odpowiedzenie na "dzień dobry" sąsiada na ulicy pociąga za sobą długą rozmowę tegoż sąsiada ze WSZYSTKIMI swoimi znajomymi, na temat skandalicznego zachowania tego, który nie odpowiedział.

Ten znak zapytania na obrazie wiszącym przy wejściu na mój wydział to komentarz dobry tu niemal na wszystko.

To na razie tyle. Przypuszczam będzie tego więcej.
A tak generalnie powiem tylko, że strasznie mi się tu podoba! :D