sábado, 25 de septiembre de 2010

Ahoj!


Wsiedliśmy do samochodu w Polsce, wysiedliśmy w Grenadzie!

Tak można by streścić zeszłotygodniową podróż, pomijając tym samym liczne przystanki, wszak rozprostować było trzeba kości, szczególnie te dwumetrowe; nocowanie w Bawarii, w Grenoble oraz nieudaną próbę zanocowania w przydrożnym klubie w Katalonii; sporo kotów, najpierw jeden bawarski, udający bezpańskiego (ale nie daliśmy się zmylić, obróżka na szyi była dość wymowna!), potem inny we Francji na plaży, który chował się w murze, potem jakieś drące się po północy kotowate w Tarragonie, potem bezdomne, tym razem naprawdę, kociaki z Grenady, jednym słowem, no dużo ich.

Generalnie, śmiesznie było.
Dalej jest, tak naprawdę.
I pewnie będzie.