miércoles, 16 de febrero de 2011

Kot w zlewie i inne radości


Hiszpania to jednak nie taki zły kraj. Trzeba się tylko postarać i znaleźć w nim coś pozytywnego. A znaleźć można na przykład kotkę w zlewie. Albo na szafie, która ma ponad dwa metry. Albo na regale za książkami. Albo... Tak, w trakcie mojej żmudnej hiszpańskiej odysei raduje mnie obecność domowej kotki w różnych dziwnych miejscach. Najważniejsze to cieszyć się drobiazgami!
Dwa dni temu odszedł na zawsze mój telefon. Ten szary. Tym z Was, którzy go poznali z pewnością łezka się w oku zakręci. Był jednym z nielicznych wciąż żyjących reliktów przeszłości, które posiadają Snake'a. Umilał tym samym podróże, wykłady,... Bateria wytrzymywała około tygodnia. Miał 11 lat.

A historia kołem się toczy: prawie 20 lat temu mój tata czytał w kinie listę dialogową filmu Rocky Horror Picture Show; za trochę ponad tydzień, 26 lutego, jego syn, znaczy ja, wraz ze swoją grupą teatralną zajmie się animacją tego samego filmu, co oznaczać będzie, ni mniej n więcej, bieganie po sali kinowej poprzebierani za postaci z filmu, w czasie projekcji tegoż.

Na zakończenie wspomnę o czymś co przekracza zdolność pojmowania każdego człowieka przy zdrowych zmysłach: lider oglądalności w piątkowy wieczór w Hiszpanii to talk show w którym była żona pewnego toreadora i matka jego córki (obie funkcje pełnią rolę zawodu), rozprawia z innymi podobnymi jej indywiduami na temat obecnej żony wspomnianego toreadora, która serwuje mu gotowe dania/późno wstaje/nie myje zębów/... (wpiszcie tu najgłupszą rzecz, jaka wam do głowy przyjdzie, a zapewniam, że mogliby poruszyć ten temat).

To daje trochę do myślenia. Hiszpania to jednak nie taki zły kraj?

No hay comentarios:

Publicar un comentario