lunes, 28 de febrero de 2011

Rocky, Murakami i teoria literatury

26 lutego o godzinie 22:00 czasu hiszpańskiego (czyli mniej więcej o 22:30) rozpoczęła się projekcja The Rocky Horror Picture Show w czasie której wydarzyło się całkiem sporo.
Zacznijmy od dwudziestoosobowej grupy poprzebieranej za postaci z filmu biegającej po sali, rozrzucającej ryż, konfetti, chleb na grzanki, papier toaletowy i styropian, przekłuwającej napompowane balony, tańczącej, krzyczącej,... tak, to byliśmy my.
Ale była też druga grupa poprzebierana za postaci z filmu, która też biegała po sali i robiła zasadniczo to samo co my: i to już byli widzowie.
Zdecydowanie, udział widowni w przedsięwzięciu znacząco przerósł oczekiwania wszystkich. O ile bowiem nasze wariowanie było przewidziane w scenariuszu, to całej sali tańczącej razem z nami się nie spodziewaliśmy.

Zawsze się zastanawiałem, na ile oryginalny jest Murakami w Japonii. Bo dla europejczyków bez wątpienia jest pisarzem z wyobraźnią niezwykłą i specyficzną zarazem. Który europejski pisarz kazałby swojemu bohaterowi przesiadywać w studni i medytować? Tym niemniej może są to przymioty właściwe tamtej, a obce naszej, kulturze? Może ta specyficzna wizja świata jest wynikiem specyficzności japońskiej mentalności?
Czytam właśnie jego ostatnią książkę i tak się nad tym zastanawiam.

A wykłady z teorii literatury to jak na razie najciekawsze co mnie na uniwersytecie spotkało! Fakt faktem, że notatki są pełne mądrych słów, których nie rozumiem nie tylko ja (patrz moja koleżanka z grupy, która nie odpowiedziała mi na żadne z trzech zadanych jest pytań o pojedyncze słówka), ale przynajmniej są dobrze prowadzone te wykłady!


martes, 22 de febrero de 2011

Niespodzianka

Pani profesor od literaturoznawstwa (tak, wygląda na to, że w końcu będę miał z tego zajęcia) wysłała prawie 300 osobową grupę do xero sąsiedniego wydziału, mówiąc, że już tam na nas czekają notatki do odbioru. Nie czekały. Trzeba Wam było za to widzieć twarz pracującej tam pani, jak zobaczyła poruszony głodem wiedzy (a raczej nieznoszącymi sprzeciwu zaleceniami wspomnianej pani profesor) tłum lekko jeszcze zdezorientowanych brakiem jakiejkolwiek organizacji studentów pierwszego roku. Bardziej doświadczeni i zdeterminowani zażądali natychmiastowego wydania im tego, po co przyszli, i to dostali; bardziej sprytni przyszli kiedy rozeszła się już kolejka i też zdobyli ten drogocenny plik kilkuset stron Wprowadzenia do Nauki o Literaturze.
Tak właśnie studia przygotowują do dorosłego życia. Przetrwają najsilniejsi i najsprytniejsi.





miércoles, 16 de febrero de 2011

Kot w zlewie i inne radości


Hiszpania to jednak nie taki zły kraj. Trzeba się tylko postarać i znaleźć w nim coś pozytywnego. A znaleźć można na przykład kotkę w zlewie. Albo na szafie, która ma ponad dwa metry. Albo na regale za książkami. Albo... Tak, w trakcie mojej żmudnej hiszpańskiej odysei raduje mnie obecność domowej kotki w różnych dziwnych miejscach. Najważniejsze to cieszyć się drobiazgami!
Dwa dni temu odszedł na zawsze mój telefon. Ten szary. Tym z Was, którzy go poznali z pewnością łezka się w oku zakręci. Był jednym z nielicznych wciąż żyjących reliktów przeszłości, które posiadają Snake'a. Umilał tym samym podróże, wykłady,... Bateria wytrzymywała około tygodnia. Miał 11 lat.

A historia kołem się toczy: prawie 20 lat temu mój tata czytał w kinie listę dialogową filmu Rocky Horror Picture Show; za trochę ponad tydzień, 26 lutego, jego syn, znaczy ja, wraz ze swoją grupą teatralną zajmie się animacją tego samego filmu, co oznaczać będzie, ni mniej n więcej, bieganie po sali kinowej poprzebierani za postaci z filmu, w czasie projekcji tegoż.

Na zakończenie wspomnę o czymś co przekracza zdolność pojmowania każdego człowieka przy zdrowych zmysłach: lider oglądalności w piątkowy wieczór w Hiszpanii to talk show w którym była żona pewnego toreadora i matka jego córki (obie funkcje pełnią rolę zawodu), rozprawia z innymi podobnymi jej indywiduami na temat obecnej żony wspomnianego toreadora, która serwuje mu gotowe dania/późno wstaje/nie myje zębów/... (wpiszcie tu najgłupszą rzecz, jaka wam do głowy przyjdzie, a zapewniam, że mogliby poruszyć ten temat).

To daje trochę do myślenia. Hiszpania to jednak nie taki zły kraj?