Zacznijmy od dwudziestoosobowej grupy poprzebieranej za postaci z filmu biegającej po sali, rozrzucającej ryż, konfetti, chleb na grzanki, papier toaletowy i styropian, przekłuwającej napompowane balony, tańczącej, krzyczącej,... tak, to byliśmy my.
Ale była też druga grupa poprzebierana za postaci z filmu, która też biegała po sali i robiła zasadniczo to samo co my: i to już byli widzowie.
Zdecydowanie, udział widowni w przedsięwzięciu znacząco przerósł oczekiwania wszystkich. O ile bowiem nasze wariowanie było przewidziane w scenariuszu, to całej sali tańczącej razem z nami się nie spodziewaliśmy.
Zawsze się zastanawiałem, na ile oryginalny jest Murakami w Japonii. Bo dla europejczyków bez wątpienia jest pisarzem z wyobraźnią niezwykłą i specyficzną zarazem. Który europejski pisarz kazałby swojemu bohaterowi przesiadywać w studni i medytować? Tym niemniej może są to przymioty właściwe tamtej, a obce naszej, kulturze? Może ta specyficzna wizja świata jest wynikiem specyficzności japońskiej mentalności?
Czytam właśnie jego ostatnią książkę i tak się nad tym zastanawiam.
A wykłady z teorii literatury to jak na razie najciekawsze co mnie na uniwersytecie spotkało! Fakt faktem, że notatki są pełne mądrych słów, których nie rozumiem nie tylko ja (patrz moja koleżanka z grupy, która nie odpowiedziała mi na żadne z trzech zadanych jest pytań o pojedyncze słówka), ale przynajmniej są dobrze prowadzone te wykłady!