jueves, 23 de junio de 2011

Wakacyjnie

Tak, przyznaję się bez bicia, przez prawie dwa miesiące nic tu nie napisałem. Wiem, że było Wam ciężko, mam tylko nadzieję, że obyło się bez rwania włosów z głów, zawodzenia do księżyca i wylewania krokodylich łez z niewiedzy co tam u mnie.
Postaram się jakoś naprawić teraz na szybko to skandaliczne niedopatrzenie i skrócić dwa ostatnie miesiące w jednej notce.
Jak wiemy, tuż po przerwie wielkanocnej, w Grenadzie mieliśmy kolejny długi weekend, bo święta i imprezy lokalno-parafialne to przecież rzecz święta, a przy okazji świetna okazja, żeby nie pracować. Nie to jest jednak najistotniejsze, a fakt, że właśnie wówczas zawiązały się istotne dla dalszego rozwoju wypadków przyjaźnie. Po ośmiu miesiącach na obczyźnie, w końcu znalazł sobie człowiek (znaczy ja), grupkę sensownych ludzi. Ten sam człowiek mówił to samo już wcześniej ze dwa razy, a potem co się stało, to można się domyślić. Do trzech razy sztuka moi mili, tym razem się udało! Jest nasz czwórka, szóstka w porywach, jesteśmy tak różni jak to tylko możliwe i właśnie dlatego się kochamy. Mógłbym policzyć na palcach jednej ręki dni z tych dwóch ostatnich miesięcy, kiedy się nie widzieliśmy. A to na obiedzie na stołówce, a to na kawie, a to u mnie w domu filmy po nocy oglądając, a to u mnie w kuchni filozoficzne kwestie dyskutując...
Jednym słowem, nie straciłem jeszcze wiary w ludzi! Aczkolwiek byłem blisko.
Na wydziale wszystko po staremu. Drugi semestr był niewątpliwie ciekawszy od pierwszego, mam nadzieję, że drugi rok będzie ciekawszy od pierwszego. Ciekawostka: przedmioty do wyboru w ramach wykładów z literatury europejskiej: literatura amerykańska, brazylijska, rumuńska, polska, francuska, angielska, rosyjska, katalońska. Najwyraźniej pojęcie "europejski/a" uległo pewnym subtelnym modyfikacjom. Dziwi już nie tyle obecność literatury amerykańskiej czy brazylijskiej, co nieobecność literatury niemieckiej czy włoskiej. Inna ciekawostka: filologia germańska tu nie istnieje. Nie to, żebym chciał studiować filologię germańską, choć muszę przyznać, że literatura niemiecka jest super, tylko po prostu się zdziwiłem, tak sławny i międzynarodowy uniwersytet i taka luka w ofercie...

Zadeklaruję coś tu na blogu, mając nadzieję, że fakt, iż te miliony, które go śledzą będą o tym wiedzieć, zmotywuje mnie do realizacji mojego śmiałego i lekko karkołomnego planu. A plan jest taki, żeby od przyszłego roku przyłożyć się trochę do nauki i zdetronizować klasowe kujony. Życzcie mi powodzenia.

Byłem w końcu w Madrycie! Po miesiącach odgrażania się, że pojadę, w końcu pojechałem. Było super!

To tak w największym skrócie, każde z poruszonych zagadnień można by mocno rozwinąć, ale przecież dążymy do syntezy, czyż nie? Także kończę, podam tylko do wiadomości publicznej elektryzującą informację: 5 lipca przylatuję do Polski!