lunes, 20 de diciembre de 2010

Przepis prawdę Co powie!


Odkryłem, że jednak jak przepis na ciasto drożdżowe rozpoczyna się od zdania "Potrzebny będzie przede wszystkim wolny wieczór", oznacza to, iż rzeczywiście, potrzebny będzie wolny wieczór na zrobienie tegoż ciasta. Brak bądź niedobór jakiegoś składnika można bowiem łatwo zastąpić innym (Nie ma rodzynek? Niech będzie czekolada! Nie ma rabarbaru? Cynamon też dobry! Nie ma białej mąki? Daj razową!) i nazywa się to wówczas Kuchnią Kreatywną, tym niemniej nie da się już przyspieszyć ani wyrabiania, ani wypiekania (aczkolwiek nęci chęć zwiększenia do maximum temperatury piekarnika). Konkluzja: w tym roku więcej ciast nie piekę!


Przedwyjazdowej gorączki pierwsze symptomy: miałem wielkie plany związane z tym przedostatnim porankiem w Grenadzie, niestety wszystkie one wzięły lekko w łeb po radosnej pobudce o 11. Chwila paniki i poczucia absolutnego braku czasu zaowocowały wprawdzie połączeniem w jeden ciąg kilku nie do końca kompatybilnych logistycznie procesów (jak ubieranie się przy jednoczesnym myciu się, bądź mycie zębów przy jednoczesnym jedzeniu śniadania), szybko przyszła jednak refleksja: przecież na to, co miałem załatwić i tak jest już za późno, bo o tej godzinie będzie tam już kilometrowa kolejka i odeślą mnie z kwitkiem... Prognostyka na jutrzejszy poranek: to samo niestety.

Plany na przyszły rok: podróże. Okazało się bowiem, że moje doborowe towarzystwo (czytaj, studenci slawistyki) wybywają wszyscy jak jeden mąż na erazmusa w przyszłym roku.

Pojutrze będę już w domu!


sábado, 11 de diciembre de 2010

Zima w Grenadzie!


Miesiąc temu owszem powiało chłodem, przez ostatni tydzień natomiast temperatury oscylowały w granicach 15-20 stopni. Ludzie się w morzu kąpali zasadniczo w ostatni weekend (twierdzą, że woda lodowata, ale mimo wszystko dość symptomatyczny jest fakt, że w ogóle się na to zdecydowali. Ach, ten południowy klimat!).
Innymi słowym, na razie śnieg oglądam na odległość. I w mieszkaniu bez ogrzewania całkiem mi z tym faktem dobrze!



Teatru komedii ciąg dalszy, czyli nowa maska i kolejna nieprzespana noc! Niestety połączenie słowiańska-impreza-świąteczna + autobus o 7:30 rano nie równa się rześki i wypoczęty umysł. Na szczęście maska zasłania lekko podkrążone oczy.


A w kwestii słowiańskiej-imprezy-świątecznej: zorganizowana przez studentów filologii słowiańskiej (brzmi dumnie i dużo, w rzeczywistości jest ich siódemka na roku!) dla nich samych, moja obecność na niej może być uzasadniona chyba tylko faktem, że jestem bardzo fajny i że wszyscy mnie lubią i że upiekłem ciasto drożdżowe. Czeszkom i Słowaczkom smakowało, Hiszpanom nie do końca. Wniosek: dobre wyszło!

Także właśnie tak wygląda moja sytuacja na trochę ponad tydzień przed wylotem do Polski. Szczerzę liczę na to, że nie przeszkodzą mi w dotarciu do ojczyzny ani strajki hiszpańskich kontrolerów czy pilotów, ani francuskich odpowiedników tychże, ani nawałnice nad Warszawą.

Ach, zapomniałbym wspomnieć! Dzięki wykładom z historii sztuki umiem już zrobić bibliografię! I wcale nie jest to tak skomplikowane, jak nam tłumaczyli przed maturą, struktura jest w zasadzie dowolna, ważne, żeby się jej trzymać. Profesor, objaśniając nam meandry tej jakże zaawansowanej operacji, przez półtorej godziny nie odniósł się do roli przecinków, kropek czy średników, widać nie są istotne.

jueves, 2 de diciembre de 2010

Czas na teatr!


Ukończywszy wszystkie możliwe do zaliczenia w listopadzie kursy i mając w końcu wolne popołudnia, uznałem, że muszę coś z tym zrobić, gdyż za dużo czasu wolnego w Grenadzie może doprowadzić człowieka do depresji. W związku z czym, zapisałem się do studium aktorskiego! Bardzo sensowny trzyletni program, bardzo fajne miejsce (z salą do prób dostępną o każdej porze), nauczyciele z dorobkiem i z wiedzą i 40 euro miesięcznie. W dodatku uczą tam m.in. według metody Grotowskiego! Gdyby to było przemówienie, zrobiłbym w tym momencie efektowną pauzę, oczekując pełnych aprobaty kiwnięć głową widowni i dając tym samym do zrozumienia, iż istota tejże metody winna być oczywista i jasna jak słońce. Mógłbym udawać, że od zawsze wiedziałem, czym owa metoda jest, tym niemniej prawda jest taka, że aż do dzisiejszego ranka wcale tego nie wiedziałem, ba, w mej ignorancji nie wiedziałem nawet, że Grotowski kiedykolwiek na świecie zaistniał. W każdym razie, Grotowski Polakiem był, a zatem, chcąc nie chcąc, znów wracamy do mojej odkrywanej na obczyźnie polskości. Żeby nie było, odkrywam ją po hiszpańsku, bo polskiej edycji dzieł Grotowskiego tu nie uświadczę ( i szczerze mówiąc, mocno by mnie zdziwiło, gdybym ją tu znalazł). Zainteresowanych jego teoriami odeślę do źródeł ("Ku teatrowi ubogiemu"), głównie dlatego, że sam sobie ich jeszcze do końca nie przyswoiłem.

A na zdjęciu ja w masce. Komedia mówicie? Taki też był temat warsztatów! A za tydzień ciąg dalszy!