Przedwyjazdowej gorączki pierwsze symptomy: miałem wielkie plany związane z tym przedostatnim porankiem w Grenadzie, niestety wszystkie one wzięły lekko w łeb po radosnej pobudce o 11. Chwila paniki i poczucia absolutnego braku czasu zaowocowały wprawdzie połączeniem w jeden ciąg kilku nie do końca kompatybilnych logistycznie procesów (jak ubieranie się przy jednoczesnym myciu się, bądź mycie zębów przy jednoczesnym jedzeniu śniadania), szybko przyszła jednak refleksja: przecież na to, co miałem załatwić i tak jest już za późno, bo o tej godzinie będzie tam już kilometrowa kolejka i odeślą mnie z kwitkiem... Prognostyka na jutrzejszy poranek: to samo niestety.
Plany na przyszły rok: podróże. Okazało się bowiem, że moje doborowe towarzystwo (czytaj, studenci slawistyki) wybywają wszyscy jak jeden mąż na erazmusa w przyszłym roku.
Pojutrze będę już w domu!
No hay comentarios:
Publicar un comentario