Ukończywszy wszystkie możliwe do zaliczenia w listopadzie kursy i mając w końcu wolne popołudnia, uznałem, że muszę coś z tym zrobić, gdyż za dużo czasu wolnego w Grenadzie może doprowadzić człowieka do depresji. W związku z czym, zapisałem się do studium aktorskiego! Bardzo sensowny trzyletni program, bardzo fajne miejsce (z salą do prób dostępną o każdej porze), nauczyciele z dorobkiem i z wiedzą i 40 euro miesięcznie. W dodatku uczą tam m.in. według metody Grotowskiego! Gdyby to było przemówienie, zrobiłbym w tym momencie efektowną pauzę, oczekując pełnych aprobaty kiwnięć głową widowni i dając tym samym do zrozumienia, iż istota tejże metody winna być oczywista i jasna jak słońce. Mógłbym udawać, że od zawsze wiedziałem, czym owa metoda jest, tym niemniej prawda jest taka, że aż do dzisiejszego ranka wcale tego nie wiedziałem, ba, w mej ignorancji nie wiedziałem nawet, że Grotowski kiedykolwiek na świecie zaistniał. W każdym razie, Grotowski Polakiem był, a zatem, chcąc nie chcąc, znów wracamy do mojej odkrywanej na obczyźnie polskości. Żeby nie było, odkrywam ją po hiszpańsku, bo polskiej edycji dzieł Grotowskiego tu nie uświadczę ( i szczerze mówiąc, mocno by mnie zdziwiło, gdybym ją tu znalazł). Zainteresowanych jego teoriami odeślę do źródeł ("Ku teatrowi ubogiemu"), głównie dlatego, że sam sobie ich jeszcze do końca nie przyswoiłem.

A na zdjęciu ja w masce. Komedia mówicie? Taki też był temat warsztatów! A za tydzień ciąg dalszy!
No hay comentarios:
Publicar un comentario