sábado, 11 de diciembre de 2010

Zima w Grenadzie!


Miesiąc temu owszem powiało chłodem, przez ostatni tydzień natomiast temperatury oscylowały w granicach 15-20 stopni. Ludzie się w morzu kąpali zasadniczo w ostatni weekend (twierdzą, że woda lodowata, ale mimo wszystko dość symptomatyczny jest fakt, że w ogóle się na to zdecydowali. Ach, ten południowy klimat!).
Innymi słowym, na razie śnieg oglądam na odległość. I w mieszkaniu bez ogrzewania całkiem mi z tym faktem dobrze!



Teatru komedii ciąg dalszy, czyli nowa maska i kolejna nieprzespana noc! Niestety połączenie słowiańska-impreza-świąteczna + autobus o 7:30 rano nie równa się rześki i wypoczęty umysł. Na szczęście maska zasłania lekko podkrążone oczy.


A w kwestii słowiańskiej-imprezy-świątecznej: zorganizowana przez studentów filologii słowiańskiej (brzmi dumnie i dużo, w rzeczywistości jest ich siódemka na roku!) dla nich samych, moja obecność na niej może być uzasadniona chyba tylko faktem, że jestem bardzo fajny i że wszyscy mnie lubią i że upiekłem ciasto drożdżowe. Czeszkom i Słowaczkom smakowało, Hiszpanom nie do końca. Wniosek: dobre wyszło!

Także właśnie tak wygląda moja sytuacja na trochę ponad tydzień przed wylotem do Polski. Szczerzę liczę na to, że nie przeszkodzą mi w dotarciu do ojczyzny ani strajki hiszpańskich kontrolerów czy pilotów, ani francuskich odpowiedników tychże, ani nawałnice nad Warszawą.

Ach, zapomniałbym wspomnieć! Dzięki wykładom z historii sztuki umiem już zrobić bibliografię! I wcale nie jest to tak skomplikowane, jak nam tłumaczyli przed maturą, struktura jest w zasadzie dowolna, ważne, żeby się jej trzymać. Profesor, objaśniając nam meandry tej jakże zaawansowanej operacji, przez półtorej godziny nie odniósł się do roli przecinków, kropek czy średników, widać nie są istotne.

No hay comentarios:

Publicar un comentario