sábado, 6 de noviembre de 2010

Filmowo-kasztanowo



Życie jak zawsze zaskakuje: kiedy tylko najmniej się tego spodziewasz i ze strony osób, ze strony których nigdy byś się niczego nie spodziewał, nagle zawiązują się przyjaźnie. Wegetarianizm łączy ludzi: tak, poznałem Hiszpankę, która jest wegetarianką. Niby nic, ale jest to jednak dość niespotykane zjawisko!

---

Jako wzorowy polak, kiedy tylko usłyszałem, jak głos z głośnika w teatrze oznajmiał mi, że podczas projekcji festiwalowych krótkometrażówek nie można robić zdjęć ani filmować, rozejrzałem się dookoła, zbadałem teren, rozważyłem możliwe konsekwencje i pomyślałem: gdyby tylko schować się za tą kolumną obok mnie... Jak pomyślałem, tak też zrobiłem. Animacja ma jednak to do siebie, że nie jest kreacją statyczną, w związku z czym większość zdjęć wyszła ruszona. Ale przynajmniej ja mam pamiątkę!

Zdjęcie obok na pr
zykład, jedno z nielicznych na których w miarę coś widać, pochodzi z absolutnie uroczej króciutkiej animacji o dziadku, który zabiera wnuczkę na plac zabaw do parku, sam siada sobie na ławeczce i przysypia. We śnie przewija się cała jego historia: młodość na wojnie, miłość na wojnie, samotność po wojnie...

Strona wizualna, jakkolwiek ciężko to ocenić i ją docenić na podstawie tego zdjęcia, też była dość niesamowita: akwarelowe tła robiły wrażenie i bardzo fajnie podkreślały melancholijny wydźwięk historyjki.

---

Na mojej liście rzeczy-do-spróbowania-w-Hiszpanii znajdowały się prażone kasztany. Jako, że ten podpunkt został już odhaczony, teraz czas na refleksję (zasadniczo nie jest ona ani głęboka, ani szczególnie przemyślana, bo w końcu chodzi o kasztany): smaczne są. A jeszcze nieuprażone ładnie wychodzą na zdjęciach!



No hay comentarios:

Publicar un comentario