Tym niemniej muszę powiedzieć, że pozytywnie mnie ten pierwszy tydzień zaskoczył. Po pierwsze, ponad połowa zeszłorocznej grupy zmieniła wydział bądź kierunek bądź plany życiowe w ogóle. Ta swoista czystka zapewniła pewne wyrównanie poziomu grupy. Po drugie doczekaliśmy się w końcu zajęć w małych grupach. Po trzecie pani profesor od tradycji antycznych jest kompletnie szurnięta i właśnie dlatego ja osobiście ją uwielbiam (jako ciekawostkę dodam jej aparycję narkomanki na głodzie ubranej w najdroższe ciuchy w najbardziej pstrokatych połączeniach kolorystycznych). Także, o dziwo, pozytywnie!
Poza tym, schizmy ideologicznej w mojej grupie ciąg dalszy. Są pewne, nieprzekraczalne dla mnie, granice miłości własnej i braku pokory, których nieustanne przekraczanie wydaje się być celem samym w sobie niektórych, co z kolei wywołuje zgrzytanie zębów innych. Zaczynanie zdania od "jak uważam ja i wielu lingwistów razem ze mną,..." w wieku 20 lat wydaje mi się cokolwiek pretensjonalne. Krytykowanie wszystkiego i wszystkich oraz raptowne kończenie każdej ledwo rozpoczętej dyskusji niepodważalnym argumentem "mam to gdzieś, ja i tak wiem swoje", również. Stwierdzenie, że ani to miasto, ani ludzie tu mieszkający, niczego wartościowego nie są w stanie zaoferować jest, pomimo mojej nie do końca pozytywnej opinii o tutejszych możliwościach rozwoju, grubą przesadą i dowodem na przerośnięte (w odwrotnie proporcjonalny do poziomu wiedzy) ego. Ten tydzień pokazał zresztą bardzo wyraźnie na jakie dwie frakcje się podzieliliśmy.
Wczoraj o 4 nad ranem znalazłem sokowirówkę wśród przedmiotów mojego małego gospodarstwa domowego. Zaskarbiłem sobie zapewne uwielbienie sąsiadów robiąc sobie sok jabłkowy, a następnie złorzecząc po odkryciu, że wyczyszczenie ustrojstwa wymaga rozmontowania go do imentu, wyszorowania każdej części, wysuszenia, a następnie złożenia do kupy przed położeniem się spać, ażeby uniknąć sytuacji w której po przebudzeniu nie wiedziałbym co i gdzie wcisnąć, a które to informacje miałem jeszcze w pamięci po niedawnym rozłożeniu całości.
Poznałem również sąsiada z dołu, który, po moim piątym mostku ze stania na rękach zapukał i zapytał się, czy wszystko w porządku, bo oglądał spokojnie film z żoną i w końcu zdali sobie sprawę z tego, że te dziwne odgłosy nie dochodziły bynajmniej z głośników telewizora, a z mieszkania nad nimi. Uspokoiłem go, że nic się nikomu nie stało, że jestem cały i zdrowy. Nie wiem, czy go przekonałem.
No hay comentarios:
Publicar un comentario