W Grenadzie wiosna istnieje tylko z nazwy. A właściwie istnieje jako koncept, który służy do określenia pogody, kiedy nie bardzo się wie, co innego o niej powiedzieć. Autochtoni mówią o invierano, zimolecie. I rzeczywiście, to chyba najtrafniejsze określenie. Raz dlatego, że przejście od zimy do lata jest tu dość brutalne, drastyczne i odbywa się z dnia na dzień. Zero przebiśniegów. Dwa dlatego, że o ile rano jest rześko, to już w południe jest raczej... ciepło, gorąco? Człowiek wybiera zasadniczo ocieniony chodnik.
No hay comentarios:
Publicar un comentario