sábado, 30 de abril de 2011

Święta święta i majówka

No i skończyły się święta, a tu dalej deszcz pada. Ciepły (?), letni (?) deszcz po sfrustrowaniu rocznych przygotowań wielu wielkanocnych procesji, uniemożliwił nam piknik w ogrodach Alhambry, anulował występ jednej z grup tanecznych (jako, że bardzo hojnie przyznano jej tylko mały placyk na występ w ramach międzynarodowego dnia tańca) oraz najprawdopodobniej sprawi, że nie wpadnę dziś na pomysł przespacerowania się na stołówkę uniwersytecką. Aczkolwiek wczoraj, idąc sobie po ulicy i moknąc, dobra karma, którą staram się wysyłać, zmaterializowała się w postaci parasola na chodniku.

Okazało się, że jak niewiele się dzieje w życiu niektórych na co dzień, tak nagle w przeciągu tego tygodnia wielkanocnego, kiedy ja sobie radośnie w Polsce na działce z rodziną wodą oblewałem, tutaj miało miejsce kilka dramatów osobistych. Teraz jestem aktualizowany w przyśpieszonym tempie, wysłuchując, pocieszając i przytakując z pełną zrozumienia miną.

Te trzy ostatnie poświąteczne dni (bo wtorek tu też był wolnym dniem), dostarczyły mi wielu wrażeń. Na wykładach z hiszpańskiego wróciliśmy po raz setny do tematu seplenienia, co doprowadziło mnie prawie do załamania nerwowego (od początku tego semestru ten temat wraca jak bumerang na każdych zajęciach). W ramach praktyk z hiszpańskiego zrobiliśmy z przyjaciółką prezentację o nawiasach i myślnikach, a także emotikonach. A najważniejszy punkt programu, to fakt, że wziąłem udział w kursie wprowadzenia do reżyserii teatralnej, który uświadomił mi, że chyba jednak zostanę przy moich planach zostania scenografem.

Ach, no i przede mną kolejny długi weekend = )

No hay comentarios:

Publicar un comentario