Tak oto wróciłem do Grenady, ażeby kolejny akademicki rok mogła się moją obecnością (na)cieszyć do woli. Z drogi powrotnej wyeliminowałem wprawdzie znienawidzoną jazdę pociągiem do Krakowa, tym niemniej nie samą jazdę do Krakowa i późniejszy zeń wylot, zamieniłem tylko środek transportu na niespodziewanie wygodny autobus z chrapiącym i wiercącym się panem na siedzeniu obok i działającą klimatyzacją. W trakcie lotu z kolei tuż obok mnie materializowało się i naprzemiennie dematerializowało kilkuletnie hiszpańskie dziecko rodziców przeze mnie niezlokalizowanych, a jego z jego objawień bądź zniknięć zdawałem sobie sprawę w tych krótkich momentach kiedy budziłem się, by w miarę niezbyt licznych możliwości zmienić pozycję i znowu zasnąć. Lubię moją zdolność/właściwość do zasypiania w środkach transportu, jest niezwykle wygodna. Jeszcze bardziej z pewnością lubili ją moi rodzice kiedy ja, szkrabem jeszcze będąc, zasnąć w domu nie chciałem, a paszczękę darłem namiętnie i
nieprzerwanie.
Zadomowienie się moje ostateczne poprzedziła wyprawa z przyszywaną tutejszą rodziną, z babcią włącznie, w góry, po których opływając w słońcu i pocie trochę pochodziliśmy, ale bardziej jeżyny pozbieraliśmy, z których staraliśmy się zrobić dżem. Nasze próby najpierw zakończyły się dość twardą bryłą jeżynową, ażeby następnie po długich kuchennych obradach i po zalaniu wrzątkiem i zmiksowaniem przeobrazić się w twór dżemopodobny i bardzo zjadliwy. Żeby nie być gołosłownym jeśli o góry chodzi, poniżej zdjęcie. Zdjęcia dżemu nie będzie, bo i tego już nie ma.
Mieszkanie samemu właśnie się rozpoczyna. Póki co nic mi jeszcze się nie zepsuło, nie wybuchło, a wręcz dokonałem całkiem przełomowych w moim życiu czynów: zmieniłem hasło sieci domowej oraz zapoznałem się dokładnie z zawartością szafek, których zawartość dotychczas była dla mnie niepewna i mało konkretna. Chcąc rozpocząć nowy tydzień aktywnie, na jutrzejszy poranek zaplanowałem wyprawę po espadryle do Carrefour'a.
Cieszę się, że się cieszycie, żem szczęśliwy/ie wrócił (do Hiszpanii i do bloga).
No hay comentarios:
Publicar un comentario