domingo, 10 de octubre de 2010

Ciekawostki, paradoksy, kokaina, czyli w oparach hiszpańskiego absurdu.


Żeby założyć konto w hiszpańskim banku potrzebujemy numeru NIE. Numer NIE - numer wydawany obcokrajowcom w Hiszpanii, dokumenty potrzebne do wydania tegoż to kopia paszportu, wypełniony formularz i... numer konta bankowego w Hiszpanii.

Dla Rosjanina imię "Jacek" wcale nie jest tak łatwe do wypowiedzenia. Dla odmiany dla Włocha nie stanowi ono większego problemu. Próby Hiszpanów, kończące się czasem dość zaskakującymi rezultatami takimi jak Yo-yo, względnie Joseph, pominę tu milczeniem.
Rozpoczęcie roku akademickiego, dowiadujemy się, że od nas, jako od studentów czegoś, co niezbyt dumnie nazywa się Grado, nie wymaga się od nas właściwie żadnej wiedzy. Pierwsza lekcja historii, Rewolucja Francuska, tysiąc nazwisk historyków i ich opinie na temat rewolucji. Przebieg tejże, oraz wszystko istotne co z nią związane, skwitowane słowami "No, ale ponieważ to już państwo wiedzą, teraz przejdziemy dalej...".

Część Hiszpanów była zdziwiona, że w Polsce nie używamy cyrylicy, część uważa, że nie mamy lata, znakomita większość nie uznaje istnienia naszych wschodnich sąsiadów ani też naszego wybrzeża.
Jadąc do znajomych poznanych na muzycznym festiwalu w zeszłym roku, można z niemałym zdziwieniem odkryć, że są oni dilerami i sprzedają kokę u siebie na dzielnicy.

Ciekawym fenomenem społecznym jest również niezwykła waga, jaką przywiązuje się tu do dość pustych i sztucznych formułek grzecznościowych. Nie odpowiedzenie na "dzień dobry" sąsiada na ulicy pociąga za sobą długą rozmowę tegoż sąsiada ze WSZYSTKIMI swoimi znajomymi, na temat skandalicznego zachowania tego, który nie odpowiedział.

Ten znak zapytania na obrazie wiszącym przy wejściu na mój wydział to komentarz dobry tu niemal na wszystko.

To na razie tyle. Przypuszczam będzie tego więcej.
A tak generalnie powiem tylko, że strasznie mi się tu podoba! :D

No hay comentarios:

Publicar un comentario